Bitwa pod Grochowem wg Wojciecha Chrzanowskiego

(...) Gdy dywizja Żymierskiego, wyczerpawszy wszystkie środki oporu, cofając się z Olszynki, zaczyna z niej wychodzić, ujrzał generał Chłopicki, że nadeszła chwila prowadzenia do ataku drugiej linii, dywizji Skrzyneckiego i Szembeka i że nadeszła chwila zaczepnego zwrotu i odwetu. Roz­kazuje generałowi Skrzyneckiernu sformować swoją dywizję do ataku i ude­rzyć na lewy kraniec Olszynki, sam zaś prowadzi do ataku na prawy kra­niec tego lasku pułk grenadierów z dywizji Szembeka, z którym już w mar­szu łączy się reszta dywizji, to jest brygada strzelecka prowadzona przez generała Prądzyńskiego. Bębny polskie grzmią marsz do ataku (...) Chło­picki z promieniejącą natchnieniem twarzą, z pałającym okiem, które w jednej chwili ogarnia całe pole bitwy, kombinuje wśród ich biegu zda­rzenia i ruchy, kłębami dymu i ognia jeszcze osłonione, śpieszy po odwet i zwycięstwo (...) Była to najpiękniejsza może chwila w życiu generała.

Obie polskie kolumny, lewa i prawa, ruszają równocześnie – w tej samej chwili masa piechoty rosyjskiej, uszykowawszy się w Olszynie, wy­lewa się dwoma potokami z lasku ku polom grochowskim, wspierana ogniem 12 bateryj, które posunęły się naprzód. Przy huku dział i bębnów obie strony spotykają się na równinie paręset kroków z tej strony Olszyny. Lewa kolumna polska, to jest Skrzynecki na czele pułków 4-go, 8-go, części 2-go, wpada na 14-tą dywizję rosyjską – przewraca ją, przepędza za Olszynkę i wybiegając z lasku uderza na dywizję 15-tą, uszykowaną tutaj – rozbija ją, i bezładne tłumy obu dywizji Rozena pędzi na stoki Dąbrowej Góry, Chłopicki z prawą kolumną przebywszy krzyżowy ogień dział rosyjskich, rzuca się na czoło III-dywizji, wysuwającej się z Olszynki ku Grochowu, rozgramia ją – przechodzi prawą krawędź lasku, uderza na sformowaną powtórnie dywizję – rozbija ją, pędzi ku Wygodzie wraz z drugą dywizją, która przerażona klęską poprzedniej, miesza się, rozsypuje i cofa bezładnie za Wygodę ku lasom. Jest to chwila stanowcza, Oto dwie dywizje polskie wybiegają z Olszynki, pędząc przed sobą całą prawie piechotę rosyjską w bezładny tłum się rozbiegającą, jest to chwila stanowcza, powtarzamy. Armia rosyjska w jednej połowie rozbita, w drugiej przera­żona i zmieszana – trzeba ją tylko rozproszyć, zwycięstwo zaczęte, trzeba go tylko dokonać. Lecz to rozproszenie, to zwycięstwo dokonać tylko może jedynie atak świeżej siły rezerwy. Na tę ważną i rozstrzygającą, a przewidy­waną chwilę, chciał generał Chłopicki przygotować sobie silną rezerwę. Dla rozstrzygnięcia całej sprawy i rozproszenia osłabionego, a następnie przełamanego nieprzyjaciela chciał Chłopicki ściągnąć spod Białołęki Krukowieckiego, pozostawić za drugą linią, a po przełamaniu przez też linię szyków nieprzyjacielskich, rzucić na zmieszanych Rosjan rezerwową dywizję Krukowieckiego, wzmocnioną przez całą jazdę, lub przynajmniej uderzyć korpusem jazdy Łubieńskiego. Znał bowiem dobrze zasadę tak­tyki, że ta sama siła nie może nieprzyjaciela przełamać i przełamawszy go, pobić, zwycięstwo rozpocząć i dokonać, w pierwszym bowiem boju, przełamując nieprzyjaciela, sama się dezorganizuje, a dla dokonania zwy­cięstwa jest potrzebna rezerwa. Lecz z powodu nieposłuszeństwa i nie­obecności generała Krukowieckiego, nie było, gdy nadeszła stanowcza chwila, żadnej w rezerwie piechoty. Stał jednak na polach grochowskich w obwo­dzie cały korpus jazdy Łubieńskiego, a właśnie jest to zadanie jazdy, sto­jącej w rezerwie dokonać rozpoczęte zwycięstwo. Wprawdzie korpus ten liczył tylko sześć pułków, przy męstwie jednak i znanym pędzie szarż jazdy polskiej byłaby to może dostateczna siła do rozgromienia pomieszanej piechoty rosyjskiej, gdyby w tej chwili na plac boju nadbiegła i śmiałą szarżą na te tłumy uderzyła (...) Nieposłuszeństwo to u Krukowieckiego zapewne nie miałoby miejsca, a bitwa byłaby może stanowczo wygrana, gdyby Chłopicki był wodzem de iure. Łubieński nie przybywa, a tymcza­sem chwila stanowcza mija i minęła bezpowrotnie (...)

Cała armia rosyjska wychodzi z popłochu, i czyniąc ostatnie wysilenie uderza po raz trzeci na Olszynkę. Obie kolumny polskie Chłopickiego i Skrzyneckiego, mając na czele swoim pułk grenadierski i 4-ty, wstrzymują
na płaszczyźnie przed Olszynką przez pół godziny natarcie całej armii rosyjskiej, nie tracąc w tak nierównym boju ani stopy ziemi. Na zasypu­jący je grad kuł i kartaczy i na najstraszniejszy ze wszystkich ogień karabi­nowy kilkudziesięciu batalionów, odpowiadają celnymi strzałami, wspierane dzielnie ogniem dwóch baterii Nieszokocia i Rylskiego. Legli już wszyscy prawie naczelnicy batalionów w obu pułkach polskich – pułki te jednak
nie ustępują z pola.

Teksty źródłowe do nauki historii w szkole, Powstanie listopadowe 1830-1831, opracował W. Zajewski, Warszawa 1959,  nr 30, str. 25-27

 

1. Porównaj działania generałów Skrzyneckiego, Krukowieckiego, Łubieńskiego i Szembeka w bitwie grochowskiej.

2. Jak autor ocenia postawę generała Józefa Chłopickiego?

3. Co, zdaniem autora przekazu, miało zdecydowany wpływ na skuteczność dowodzenia generała Józefa Chłopickiego?

4. Na podstawie przekazu źródłowego przedstaw rezultaty bitwy grochowskiej.