Początki motoryzacji

Przy schyłku dziewiętnastego wieku automobil albo samochód (lepiej samojazd) znałem tylko ze słychu. (…) Pierwszą swoją podróż z Cyrylowa na Jackowo, trzy bloki [kwadraty domów], odbył ks. Szukalski szczęśliwie, bo szło z górki i sam jechał. Lecz z powrotem na Cyrylowo, nieco pod górkę, wziął ze sobą księży Gulskiego i Prądzyńskiego. Ks. Gulski przeżegnał się i odmówił najpierw Itinerarium, zanim wsiadł na ten dziwny wóz bez dyszli i koni. Pierwsze dwa bloki (…) wśród tłumu ciekawych widzów szło jeszcze jako tako, bez wypadku; nikogo nie przejechali ani za zbytnią szybkość nie byli aresztowani. Ale od Lincoln ulicy szło nieco pod górkę i wtedy automobil zaczął dyszeć ciężko, stękać i zwalniać biegu. Nareszcie, zawoławszy trzy razy: rach-ciach, ciach, stanął i stał. Ks. Szukalski potem korbą długo kręcił, ale w niespełna pół godziny zajechali jednak na Grzybowo. (...)

Pierwszy automobil księdza Woźnego swoim kształtem i rozmiarem niewiele się różnił od zwykłego wozu grosemika [groser – właściciel sklepu spożywczego]. Gdy z nim jechałem, trzymałem się oburącz poręczy, żeby nie wypaść z podskakującego automobilu, i więcej strachu się najadłem, niż jazdy zażyłem.

Wiek XIX w źródłach, oprac. M. Sobańska-Bondaruk, S.B. Lenard, Warszawa 2001, s. 469

 

1. Omów wygląd pierwszych samochodów.

2. Przedstaw reakcję przechodnów na ich widok.