Zniszczenia wojenne w miastach

 (...) W sierpniu bowiem Karol Gustaw, król szwedzki, złamawszy traktaty i sojusze, z wielkim wojskiem i ogromnym sprzętem wojennym wpadł do Wielkopolski, gdzie złupiwszy miasto główne Poznań, oraz Gniezno, Kalisz, Łęczycę i inne, wkrótce przybył do Łowicza, który nie mógł się oprzeć takiej potędze i dobrowolnie wydany został przez dowódcę zamku. Nie długo tu bawił król szwedzki, ale obej­rzawszy zamek, świątynie i miasto, zostawił na zamku załogę i tego samego dnia z całym wojskiem wyruszył do Warszawy (...)

Gdy przypomnę sobie te nieszczęścia, jako to pożary, grabieże, zburzenie najpiękniejszych budynków, spustoszenie kościołów , zabójstwo wielu obywateli, zrównanie z ziemią ogrodów, kradzież złota, srebra i innych klejnotów, z trudnością zmuszam się do roz­poczęcia znów opowieści, ale w jakich słowach przypomnę drogim współobywatelom sprawę tak nieszczęsną i jak ją przekażę potomności ? Wzdryga się dusza i łzami zachodzą oczy,   jednak będę opisywał krótko i szczerze, co przytrafiło się zacnemu gniazdu pelikanowemu.

Najpierw część żołnierzy szwedzkich, która została się do obro­ny zamku i miasta, gdy król z wojskiem dalej po całym królestwie grasował, zajęła prawie wszystkie domy. Musieliśmy, choć niechęt­nie, żywić ich i konie. Broń wszystkim odebrali, niektórych wypę­dzili z domów, innym zabrali wszystkie sprzęty i co miesiąc z każ­dego domu brali podatki nie do zniesienia. Na Starym Mieście po­stawili szubienicę i powiesili kilka spośród siebie. Nie szczędzili i świątyń, najpierw całkiem zburzyli klasztor bonifratrów, leczących chorych, z kościołem św. Jana Bożego, potem zrównali z ziemią kościół Jana Chrzciciela ze szpitalem i kaplicą św. Krzyża, dalej bardzo zrujnowali klasztor dominikanów, a w końcu sprofanowali kolegiatę niedawno odbudowaną, w której złupili ołtarze, błyszczące złotem i zdobne pięknymi wizerunkami świętymi, zabrali szaty kościelne, kielichy, krzyże, świeczniki itp. oraz trumienkę świętej Wiktorii, ślicznie zrobioną z czystego srebra i bardzo drogocenną razem z relikwiami jej i innych patronów miasta. Z organów powy­rywali piszczałki, ludzi przebywających w kościele pobili i ograbili, wreszcie pół miasta spalili (...).

Lecz co mam mówić o zabójstwach wielu obywateli, o wielu ko­bietach uczciwych zgwałconych, o dziewicach Bogu poświęconym, które w niegodziwy i nieludzki sposób traktowali ci nie ludzie, ale bestie nieujarzmione i tyrani okrutni. Lepiej to przemilczeć niż roz­głaszać, aby uczciwych uszu nie obrażać.

Ale to, co wycierpieliśmy od nieprzyjaciół łatwiej można znieść niż krzywdy zadane przez wojsko nasze polskie, którego 30 000 niespodziewanie bez żadnego hałasu wpadło do miasta w Wielką Środę przed Wielkanocą 1656 roku i ograbiło całe miasto. Wszystko, co jeszcze zostało się po nich, zrabowali niegodziwi chłopi. Powyrywali szklane okna i kraty do nich z murów, zamki ze skrzyń i piwnic wiele kradzieży i rozbojów popełnili, nielicznych podróżnych ograbili i zabili. I Rakoczy ze swym. wojskiem wracający, a raczej uciekający z Prus do Siedmiogrodu, w tym mieście i innych wielu haniebnych postępków dopuścił się, liczne miasteczka i wsie spalił a kościoły zrabował.

Tymi nieszczęściami ja bardziej byłem dotknięty, niż współobywa­tele moi i ze łzami to piszę, bowiem razem z synem, doktorem medy­cyny i pierwszym lekarzem Jaśnie Oświeconego Księcia, zostaliśmy doszczętnie ograbieni i pobici, ja nad to zostałem zraniony toporkiem za lewym uchem i w jednej tylko szacie zbroczony krwią uciek­łem. (...) Ale ponieważ nigdy nieszczęścia same nie chodzą, we wrześniu przyszedł mór bardzo zaraźliwy, od którego zmarło l 800 ludzi, wielu innych zginęło z głodu, tak że niemal całe miasto pozba­wione było mieszkańców . Wreszcie w roku 1657 ulitował się Bóg wszechmocny nad dolą naszą i poraził dusze Szwedów wielkim stra­chem. W zamku podłożyli prochy, otoczyli je słomą i zapalili, a sami do Prus uciekli, (...).

Nastąpił rok 1658, w którym miasto wolne było od zewnętrznego wroga aż do sierpnia, kiedy to piszemy, ale od żołnierzy polskich i zaciężnych cesarskich wielu krzywd i strat doznało (...). Na po­czątku sierpnia tegoż roku 1658 znów wybuchnęła zaraza w Łowiczu, od której umarł drogi mój ojciec. (...)

Uwolnieni zostaliśmy za łaską bożą, ale nie brakło innych utra­pień od żołnierzy cesarskich, nad którymi po śmierci najwyższego generała nazwiskiem Montecuccoli objął dowództwo generała Zuza. Najpierw miał on siedzibę swą w Brzezinach, ale przeniósł się do Łowicza i rozłożył w dobrach kościelnych, które, zarówno jak i miasto, wyniszczył tak tygodniowymi daninami, że mieszkańcy dopro­wadzeni zostali do nędzy ostatecznej nie tylko przez te daniny, ale i przez nieumiarkowane kradzieże i rozboje żołnierzy. Wreszcie Zuza wezwany został z wojskiem do Torunia, gdzie i Najjaśniejszy Pan nasz przybył z silnym wojskiem polskim. (...)

Nie odetchnął Łowicz, gdy wojsko rozmieszczono na zimowych le­żach, bowiem wyznaczono tu urodzonego Gizę. który choć sam był człowiekiem bardzo dobrym, ale nie przebywał w Łowiczu, tylko wszystko powierzył swym porucznikom, a ci wcale nie zmniejszyli danin nałożonych przez wojsko cesarskie, ale bardziej jeszcze uciska­li tak mieszczan, jak i biednych mieszkańców wsi. (...)

Historia Polski nowożytnej. Wybór tekstów źródłowych. Wybór tekstów i opracowanie Stefania Ochmann i Krystyn Matwiejowski, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 1986, cz. 2

 

1. Oceń wiarygodność autora.

2. Z jakim wydarzeniem historycznym związana jest cytowana relacja?

3. Wymień wojska, które uczestniczyły w dewastacji Łowicza.

4. W jaki sposób wojska szwedzkie traktowały miejsca kultu religijnego?

5. Wymień kategorie strat i kosztów poniesionych przez mieszczan.