Kamil Desmoulins o terrorze politycznym we Francji w 1794 r.

Dobroczynny sen przyniósł mi chwilowe zapomnienie mej niedoli. W czasie snu jest się wolnym i traci się wrażenie, że się jest w więzieniu; niebo zlitowało się nade mną. Przez chwilę widziałem Cię w śnie i ściskałem na przemian Ciebie i Horacego, lecz wtem naszemu malcowi wypłynęło oko skutkiem jakichś „humorów”, które rzuciły się na niego; boleść z powodu tego wypadku obudziła mię i znalazłem się znowu w swej celi. Zaczynało świtać. Nie mogąc Ciebie widzieć ani słuchać Twych odpowiedzi, podniosłem się, aby przynajmniej pisząc mówić do Ciebie. Lecz gdy otworzyłem okno, myśl o mym odosobnieniu, o tych ohydnych kratach i zamkach, które dzielą mię od Ciebie, odebrały mi wszelką moc ducha. Wybuchłem łzami, a raczej łkałem, wykrzykując:

„Gdzieżeś to, Łucjo?” Wczoraj wieczorem miałem podobną chwilę, a moje serce pękało z bólu, gdy spostrzegłem matkę Twą w ogrodzie. Machinalnie rzuciłem się na kolana i przywarłem do krat, złożywszy ręce, jakby prosząc ją o zmiłowanie... Widziałem jej boleść, gdy nie mogąc znieść tego widoku, chustką twarz zasłoniła. Gdy znowu przyjdziecie, niech usiądzie z Tobą bliżej, abym mógł was lepiej widzieć. Myślę, że nie ma niebezpieczeństwa. Moja lorneta wcale nie jest dobra. Lecz przede wszystkim zaklinam Cię, przyślij mi swój portret; niechaj Twój malarz ma litość dla mnie, który cierpię za to, że zbyt wiele miałem litości dla drugich; niechaj odbywa z Tobą dwa posiedzenia dziennie. W okropnościach mego więzienia będzie to dla mnie uczta; dzień, w którym otrzymam Twój portret, będzie dla mnie dniem upojenia i zachwytu... Wczoraj, gdy wrócił obywatel, który zaniósł Ci mój list, sam złapałem się na tym, że mu się przyglądam tak, jakby na jego ubraniu, na jego osobie pozostało coś z Ciebie...

Moja droga przyjaciółko, nie masz pojęcia, co to znaczy być oddzielnie zamkniętym, i to nie wiedząc z jakiej przyczyny, nie będąc przesłuchanym i nie otrzymując choćby jednego dziennika. – Żyje się chyba po to, aby czuć, że się jest w trumnie... Gdybym przynajmniej tego okrutnego traktowania doznawał od Pitta lub Koburga [Jednego z wodzów armii austriackiej], lecz od moich kolegów – lecz od Robespierre’a, który podpisał rozkaz mego aresztowania – lecz od Republiki, dla której tyle zrobiłem! Oto mi nagroda za tyle męstwa i poświęceń!... Wchodząc tu, widziałem Hérault-Séchellesa, Simona, Ferrouxa, Chaumette’a, Antonellego3, są oni mniej nieszczęśliwi, żaden z nich nie jest w oddzielnym zamknięciu. Tylko ja jeden, który od pięciu lat narażałem się dla Republiki na tyle nienawiści i niebezpieczeństw, – tylko mnie, który w ciągu rewolucji pozostałem ubogim, i który u nikogo na świecie nie potrzebuje prosić przebaczenia, jak chyba tylko u Ciebie jednej, droga Łucjo, tylko mnie, jak gdybym był spiskowcem, wrzucają do więzienia, na osobność, ci ludzie, którzy mienili się mymi przyjaciółmi... W tej chwili komisarze rządu byli przesłuchać mię. Stawiali mi tylko jedno pytanie: czy spiskowałem przeciw Republice. Co za ironia! Czyż można znieważać tak najczystszego republikanina? Przewiduję los, jaki mię czeka. Bywaj zdrowa!

Masz na mnie przykład barbarzyństwa i niewdzięczności ludzkiej... Umieram w 34 roku, lecz i to dziwne, że od pięciu lat zdołałem bez upadku przebrnąć przez tyle przepaści rewolucji i że jeszcze żyję i opieram spokojnie swą głowę na poduszce z mych pism, zbyt może licznych, lecz które wszystkie tchną jednakową miłością ku ludziom i jednakowym pragnieniem, aby mych współziomków uczynić szczęśliwymi i wolnymi... Marzyłem o republice, która by budziła cześć całego świata. Nie mogłem przypuszczać, że ludzie są tak okrutni i tak niesprawiedliwi. Któż by mógł myśleć, że kilka ironicznych uwag w moich pismach na temat moich kolegów, do czego zostałem sprowokowany, zatrze pamięć mych zasług. Nie tajno mi, że umieram jako ofiara owych szyderstw i swej przyjaźni ku Dantonowi. Jestem wdzięczny swym mordercom, że dają mi razem z nim umrzeć, a ponieważ moi koledzy okazali się na tyle tchórzami, że mię opuścili i dali ucho oszczerstwom, których nie znam, lecz które na pewno są najbardziej potworne, mogę więc powiedzieć, że giniemy za to [...], żeśmy ukochali prawdę...

Wiek XVI-XVIII w źródłach, Wybór tekstów źródłowych z propozycjami metodycznymi dla nauczycieli historii, studentów i uczniów, oprac. Melania Sobańska,-Bondaruk, Stanisław Bogusław Lenard, Warszawa 1999, str. 505-506

1. Jaki to rodzaj źródła historycznego? Uzasadnij swoją odpowiedź.

2. Kto doprowadził do uwięzienia autora przekazu źródłowego?

3. Przedstaw postawę i poglądy polityczne autora przekazu z okresu poprzedzającego aresztowanie.

4. Na podstawie informacji zamieszczonych w tekście określ przybliżony czas i okoliczności aresztowania autora przekazu.